Ostatnio zaciekawił mnie temat parytetów (czyli prawnych gwarancji obecności kobiet w parlamencie, rządzie czy w radach naukowych w wymiarze 50 procent składu tychże gremiów), a konkretnie związane z nim nadzieje zwolenników i zwolenniczek tego projektu na to, iż takie regulacje przyczynią się do zmian stereotypowo rozumianych ról społecznych, załamania tradycyjnego modelu rodziny i ogólnej szczęśliwości, pokoju i harmonii. Te i inne tezy zostały przedstawione na Konferencji we Wrocławiu 27 listopada 2009 roku w czasie trwania Kongresu Kobiet. Wydaje mi się, że łączenie kwestii wprowadzenia parytetów ze zmianą społecznie pojmowanej roli kobiety w społeczeństwie jest wielkim uproszczeniem i spłaszczeniem tego zagadnienia.
Jeśli mówimy o tradycyjnym modelu rodziny i jego konsekwencjach dla kobiet(tylko negatywnych, jak chce Kongres Kobiet) nie możemy zapominać także o drugiej stronie tego układu: o mężczyznach. Oni także pełnią określoną rolę w rodzinie, podobnie jak w przypadku kobiet, są one niezwykle nacechowane stereotypowo, rządzą nimi te same mechanizmy obyczaju, tradycji przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Mężczyźni są w nie tak samo uwikłani jak kobiety. Żeby być uczciwym, należy oczywiście dodać, że to rola kobiety była tą podporządkowaną, że był to system patriarchalny, który w polskiej rzeczywistości chyba nie jest tak jednoznaczny jakby się mogło wydawać. Kobiety mają szczególne miejsce w polskiej rodzinie, także we wspólnocie, od czasów zaborów, powstań narodowych, wszelkich zawirowań historycznych. To one organizowały w tym czasie życie nie tylko rodzinne, ale także często całej lokalnej społeczności, to one pielęgnowały patriotyczne tradycje, to także wiązało się rzecz jasna z poświęceniem własnego życia, marzeń, aspiracji- stąd popularny obraz udręczonej Matki Polki. To do nich często należało i chyba dalej należy ostatnie słowo przy podejmowaniu ważnych rodzinnych decyzji, i choć trakcyjnie to mężczyzna jest głową rodziny to w rzeczywistości jest jednak odwrotnie. Za odzwierciedlenie takiego stanu rzeczy można uznać fakt, że prawa wyborze polskie obywatelki uzyskały, jako jedne z pierwszych w Europie, bo już w 1918 roku, podczas gdy np. w Szwajcarii nastąpiło to dopiero w 1971 roku (w jednym ze szwajcarskich kantonów – dopiero w 1990 roku), w Portugalii w 1976, a w Liechtensteinie … w 1984.
Wracając do kwestii dyskryminacji kobiet, w ogóle płci. Dyskryminacja wypływa w dużej mierze ze stereotypów, z tradycyjnej wizji ról społecznych zarówno kobiet, jak i mężczyzn, których to ról uczymy się w procesie wychowania i socjalizacji. I tak się składa, że te tradycyjne, znienawidzone przez feministki role przekazują w dużej mierze właśnie kobiety – matki, babki, dla których jakiekolwiek odejście od utrwalonych przez lata wzorów życia rodzinnego jest świętokractwem, więcej – często niezgodnym z naturą zachwianiem odwiecznego porządku. Ostatnio przekonałam się o tym na własnej skórze. Otóż moja siostra, choć nie jest wojującą feministką, lubi czasem wpić szpilę, taką z założenia kontrowersyjną uwagę (oczywiście dokładnie wie, jaka będzie reakcja J). A więc stwierdziła pewnego razu w obecności naszej mamy i babci, że jak będzie kiedyś wychodziła za mąż to nie przejmie nazwiska swojego męża, mało tego ich dzieci też będą nosiły jej panieńskie nazwisko. Reakcja mamy i babci była natychmiastowa i dość łatwa do przewidzenia. Muszę przyznać ze prym wiodła babcia, z kolei mama była trochę mniej zasadnicza, choć jej również ten pomysł z nazwiskiem wydał się trochę dziwny. Posypały się uwagi typu: czy aby Kaśka dobrze się czuje, przecież trzeba przyjąć nazwisko męża, no, bo jak tak można nawet mówić ze się tego nie zrobi, no, bo tak jest, zawsze tak było i basta. Podobnie z nazwiskiem dzieci – tu babcia nawet nie chciała dyskutować, stwierdzając ze temat nie jest nawet wart strzępienia języka, a Kaśka jak tylko znajdzie odpowiedniego kandydata na męża to szybko odzyska rozum.
To oczywiście tylko jednostkowy przykład, ale myślę, że taki pomysł, spotkałby się z podobną reakcją także w wielu innych polskich domach. Walkę z dyskryminacją płci i o równouprawnie należałoby, więc zacząć już na etapie wychowania młodych pokoleń. W tym okresie pokazać dzieciom, że mogą robić w życiu to, co im sprawia przyjemność, w czym czują się dobrze. Sztuczne zarządzenie o równym podziale miejsce w parlamencie dla kobiet i mężczyzn na pewno nie sprawi, że od razu znajdzie się tyle odpowiednich kandydatek chętnych zasiąść w parlamentarnych ławach, bo przecież polityka to tradycyjnie domena mężczyzn, co z kolei jest efektem takiego, a nie innego przebiegu procesu socjalizacji i wychowania. I tu można powiedzieć koło się zamyka. Czy wprowadzenie parytetów coś zmieni? Jeśli tak, to musi jeszcze przeminąć kilka pokoleń, żeby były widoczne efekty. Więc może jednak warto, w końcu nie od razu Rzym zbudowano.

Wszystko pięknie, tyle, że rozumowanie tego typu jest naiwne. Jasne, ze samo wprowadzenie parytetów niczego nie zmieni, ba, może być odebrane jako próba manipulacji demokracją. Poza tym, na dzień dzisiejszy parytety pozostają jedynie w planach i są nierealne. Co do stereotypów- dostrzeżenie faktu, iż stereotypy, w wyniku socjalizacji wyznają zarówno mężczyźni, jak i kobiety, które przekazują je dalej, nie jest żadnym rozwiązaniem. Co się tyczy szczególnej roli i miejsca kobiety w tradycyjnej, polskiej rodzinie- rozumowanie tego typu jest idealistyczne.
Kwestia dyskryminacji nie ogranicza się jedynie do przejmowania nazwiska męża- to przyzwolenie na przemoc wobec kobiet, hamowanie rozwoju, łamanie podstawowych praw człowieka i odbieranie tożsamości. Czy aby na pewno na równouprawnienie będziemy musieli przeczekać kilka pokoleń,skoro na dzień dzisiejszy samie te stereotypy utrwalamy?
Kwestia przejmowania nazwiska męża była jedynie przykładem, oczywiście to nie jedyna forma dyskryminacji kobiet, zdaję sobie z tego doskonale sprawę. A stereotypów czy tego chcemy czy nie i tak się z naszego życia społecznego nie „pozbędziemy”; były, są i będą zawsze. Jeśli uda się pokonać się jeden, na jego miejsce pojawi się następny, być może równie krzywdzący i dyskryminujący którąś ze stron- takie są stereotypy, tacy są ludzie. Wskazanie na przekazywanie tychże stereotypów przez kobiety i mężczyzn, nie miało na celu rozwiązania problemu, no bo i w jaki sposób miało by go rozwiązać. Miało jedynie pokazać, że proces jakim jest zmiana naszej mentalności to niestety żmudny proces, choć nie twierdzę, że nie niemożliwy.