Moda na unisex? | Kontekst

Moda na unisex?

Doznałam wstrząsu. Z coraz to większym zdziwieniem patrzę na świat, który przewraca się do góry nogami. Świat, który widzę i który mnie przeraża stracił granice, które dla mnie już od dziecka były dość oczywiste i niepodważalne. Schemat płci, bo o tym mowa, był prosty: małe dziewczynki odróżniane są od chłopców na podstawie kolorów ciuszków- dziewczynki różowe, chłopcy niebieskie. Dziewczynki-lalki, chłopcy- samochodziki. Jednak wraz z dorastaniem zauważyłam, że schemat ten to utopijna wizja. Z wiekiem zaobserwowałam pewne zatarcia i wymiany. Dziewczynki oddały chłopcom kolor różowy, a chłopcy oddali dziewczynkom spodnie, wulgaryzm, bezpruderyjność…

Szok, o którym piszę, wywołały we mnie kilka lat temu zakupy z moją koleżanką, która kupiła sobie na dziale męskim kolczyki… Od tamtej pory zaczęłam dostrzegać wiele nieprawidłowości w moim pierwotnym pojmowaniu zewnętrznych różnic płci… Najciekawiej było w liceum, gdyż właśnie tam widziałam największe skupisko gatunku „unisex”. Koledzy ze szkoły mogli się poszczycić torbami i torebkami, obcisłymi spodniami, różowymi koszulkami i wieloma innymi rzeczami, łatwo dostępnymi w damskich szafach. Zaczęłam też rozumieć, że opalenizna, którą niewątpliwie się wyróżniają, nie jest pamiątką po egzotycznych wakacjach, czy pracy na budowie, tylko skutkiem tanoreksji, czyli uzależnienia od solarium. Dodając do tego wizerunku wymyślne fryzury podkreślone i utrwalone połyskującymi żelami i lakierami efekt był oszałamiający! Narodził się w mojej głowie nowy kontrast. Dziewczyny w dużych, wytartych dżinsach i chłopcy w obcisłych, pstrokatych T-shirtach, ze złotą opalenizną.

Zastanawiałam się, co jest przyczyną zmian… Najprawdopodobniej proces emancypacji tak bardzo wpłynął na kobiecą podświadomość, że straciły one swoją subtelność. Zaczęły prowadzić inny tryb życia- aktywny i niestacjonarny. Staropanieństwo, które kiedyś było wstydem i powodowało skrępowanie, teraz stało się byciem „singielką”, co ma pozytywny przekaz i brzmi jak „wolność”. Kiedyś stare panny były kojarzone z porażką dziś z niezależnością. Dziś kobieta nie musi dzielić swojego losu z kimś innym, by żyło jej się dobrze. Teraz potrafi ona sama zadbać o siebie, przyjmując na swoje barki wiele ról „męskich”, co osłabia pozycję mężczyzn. Niby zjawisko nie jest złe. Bycie samodzielnym/ samodzielną to bardzo dobra cecha! Ale czy rola „Zosi-samosi” jest receptą na lepsze życie?

Z początku wydaje się być niewinnie. Można tłumaczyć sobie zmiany kobiet na wiele sposobów. Począwszy od fascynacji rewolucyjnym prądem, który zaczęła już w 1915r. Coco Chanel, aż do tego, że kobiety dążąc do tych samych praw, co mężczyźni, postanowiły wyglądać i zachowywać się tak jak oni. Z drugiej strony, nie do końca wiem, czym kierują się mężczyźni. Pomijając modę, którą narzucają dyktatorzy stylu z Mediolanu, Paryża itd., co kieruje mężczyznami? Wydaję mi się, że chęć podobania się kobietom i zasygnalizowanie, że nawet z damskimi przymiotami są stuprocentowo męscy. Ale czy na pewno…?

Jednak zaczynam się obawiać, że dziewczyny/ kobiety, które dążą do twardego wizerunku osoby walczącej o równe traktowanie, tracą. Tracą wydaje mi się bardzo dużo, bo własną płeć. I chociaż może nikt nie zabierze im narządów płciowych i hormonów (przynajmniej bez ich zgody), stają się one coraz to bardziej pozbawiane kobiecości… Każdy z nas miał okazję, na pewno nie raz, zobaczyć wulgarne dziewuchy, wyzywające się, szarpiące i bijące. Powiem więcej, jestem pewna, że nie raz jadąc autobusem czy tramwajem każdy z nas miał wątpliwą przyjemność wysłuchania bujnych i wyszukanych kombinacji przekleństw, które wkłuwały się w uszy jak akupunktura i których nadawcą była, rzekomo, „płeć piękna”. Takie sytuacje zdarzają się niezależnie od płci, ale na pewno bardziej oburzają, gdy zachowują się tak kobiety. Kobiety, które kiedyś będą matkami i będą wychowywać nowe pokolenia. Kobiety, które jako matki powinny być przykładem szeroko pojmowanej czystości, delikatności i opanowania… (a przynajmniej tego oczekiwałaby od nich kultura w której żyjemy)

Ciekawe jak to będzie za kilkanaście/ kilkadziesiąt lat. Czy żeby zaznaczyć w ankiecie płeć żeńską trzeba będzie zaznaczyć „X” pod „B” – jak babochłop? Czy lepszym określeniem o rodzicielce będzie „stara” niż „mama”? I co najciekawsze: co stanie się z mężczyznami? Może cały ten mechanizm się obróci o 180 stopni? (mężczyźni będą teraz wychowywać dzieci, sprzątać, gotować i czekać, aż małżonka wróci z pracy). Albo mężczyźni nie będą czuć już fascynacji kobietami, będą traktować je jak kumpli i nasz gatunek w końcu wyginie? Może Majowie właśnie przewidzieli taki koniec świata? A może to tylko koniec gatunku homosapiens i nowa era unisapiens?

Jestem ciekawa jak ludzie pojmują posiadanie tych samych praw. Może kobiety widząc, że mężczyźni nie są tacy silni jak kiedyś, postanowiły poderwać kiece, zakasać rękawy i same stawić czoło wszelkim przeciwnościom losu. Może niektórzy mężczyźni stracili w kobiecych oczach swój autorytet szykując się przed lustrem tyle samo (bądź dłużej) od nich samych. Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni postanowili zniewieścieć, pokazać się z zupełnie innej, apolińskiej strony, a kobiety tupnąć nogą, charknąć, przekląć i splunąć na to wszystko. Dziwi mnie to wszystko, bo mimo, że mam 20 lat czuję się jak wychowana w innej epoce. Może średniowieczu? Jednak jeśli równouprawnienie ma wyglądać jak dziad z babą/ dziad z dziadem/ baba z babą, to ja podziękuję za dalsze emancypowanie społeczeństwa.

Schodząc jednak na ziemię i porzucając teorię „unisex jako zagłada całego świata”, nachodzą mnie różne myśli, ale jedna, która pewnie jest głosem nadziei mówi mi w duszy: Moda przemija, a kobiety kiedyś zrozumieją, że lepiej być mądrą, delikatną kobietą, która bez magicznego słowa na literę „K” potrafi wyrazić to, co myśli. A mężczyźni porzucą kompleksy i zamiast dowartościowywać własne ego pomyślą o tym kobiecym, które rozpaczliwie szuka wsparcia.


Komentarze
6 Odpowiedzi do “Moda na unisex?”
  1. Sz., pisze:

    Artykuł bazuje na szkodliwych stereotypach, a interpretacja zjawisk społecznych jest powierzchowna.

  2. Żanejro pisze:

    to jest felieton, ale dziękuję za uwagę :)

  3. Dexx pisze:

    Swobodna twórczość studencka ma to do siebie, że nie jest na równi z pracą naukową – to chyba oczywiste, więc powierzchowność jest tutaj jak najbardziej na miejscu :-0

  4. Sz., pisze:

    Co innego swobodna twórczość, a co innego droga utartym szlakiem ;]

  5. Dexx pisze:

    Pokażesz mi gdzie znajduje się ten utarty szlak? Bo widzisz, cholera, zagubiłem się pod wiązką niesprecyzowanej powierzchowności i stereotypu…

  6. Sz., pisze:

    Nie trzeba być specjalnie bystrym obserwatorem żeby zauważyć, iż przedstawianie określonych zjawisk kulturowych na wąskiej grupie, posługiwanie się szkodliwą stereotypizacją i prymitywnymi porównaniami godzącymi w godność nie jest niczym odkrywczym, nie może być też nazwane twórczością.
    Że nie wspomnę o totalnym braku zrozumienia zasadności emancypacji ;]

Dodaj własny komentarz