Przyszłość...i co? | Kontekst

Przyszłość…i co?

Już średnio roztargnięty szympans zorientuje się, że pierwszy numer naszej gazety traktuje o przyszłości. Mojej i twojej, studentów wydziału humanistycznego, ale i na dobrą sprawę każdego z populacji szczecińskich żaków. A przyszłość ta niestety nie różowym kolorem jest malowana (może to i dobrze, nie lubię różowego). Rankingi uczelni mówią same za siebie, a inne teksty prezentują prawdę nie dla wszystkich wygodną i nie wszystkim znaną. Co mogę wam powiedzieć na ten temat? Mnie się tu podoba! Mnóstwo wolnego czasu, który zapewniają nam pewne kierunki, to idealny sposób na rozwijanie się. W końcu studia to nie tylko wkuwanie z mnóstwa książek. To przede wszystkim samokształcenie się oraz rozwijanie swych horyzontów. Opcji jest tak wiele, że nawet wymienienie kilku z nich zajęło by zbyt wiele miejsca. Jeden tylko przykład mogę podać, mój ulubiony zresztą: Za darmo, dzień w dzień, można spędzić choćby godzinę z największą i najwspanialszą literaturą świata w czytelni Książnicy Pomorskiej.


Wysuwam więc wniosek: Nie martwcie się o swoją przyszłość, dobrych zawsze potrzebują. A kto wam powie, że jesteście dobrzy? Inni. Jeśli tylko jedna osoba spośród tłumu będzie wiedziała kim jest Hanns Zimmer czy Buzz Aldrin, to wyróżni się wystarczająco. Tym bardziej, że nie jest to trudne pytanie, bywają naprawdę bardziej skomplikowane. Hanns Zimmer to znany kompozytor muzyki do większości hollywoodzkich filmów, m.in. „Gladiator” lub „Helikopter w Ogniu” tak Buzz Aldrin jest człowiekiem, który jako drugi postawił swoją nogę na księżycu.
Niestety, istnieje w tym wszystkim jeden mankament, który psuje obraz, który stworzyłem: Jeśli jesteś dobry, to Cię znajdą. Tym przeszkodą są właśnie inni ludzie. Byłem uczestnikiem rozmowy, w której pewna kobieta stwierdziła, że nigdy w życiu nie chciałaby, żeby w banku jej pieniądze wypłacał kasjer… z brodą! Wypowiedź ta przeraziła mnie tym bardziej, że owa pani skończyła ekonomię, a z tytułem magistra może zdobyć posadę, w której będzie odpowiedzialna za rekrutację nowych pracowników. I wtedy, choćbym był jednym z najlepszych w tym fachu kandydatów, pracy nie zdobędę. A mam tylko brodę, więc co mają powiedzieć posiadacze paru kolczyków na twarzy czy też bujnych dreadów? Czy za to kim jesteśmy w życiu pozazawodowym możemy dostać po plecach?
Zjawisko separowania odmiennych jest tym groźniejsze im większy jest wpływ przekazów masowych na społeczeństwo. Media potrafią zrobić niezłą sieczkę z mózgu! Jedyna nadzieja w tym, że im więcej lat tym więcej oleju w głowie. Tak czy inaczej, o ile na początku starałem się tchnąć odrobinę nadziei, tak teraz sam pesymistycznie patrzę na przyszłość, np. swoją. Nie chcę się zmieniać i wiem, że się nie zmienię, gdyż droga którą obrałem jest dla mnie idealna i ostateczna. Jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę, że „opaleni, wyżelowani i wystylizowani do bólu chłopcy” będą milej widziani na wielu posadach niż „długowłosi, długobrodzi i bladzi chłopcy”.
Czy można jakoś temu zaradzić? Moim zdaniem bardzo ciężko. Tyle co my sami możemy zrobić, to zawsze starać wysoko się sprzedać. Niestety nie zawsze jest na to czas. Co wtedy? Możemy zdać się tylko na profesjonalizm osoby, w której rękach spoczywa nasz los.
Nie wiem czy to ja mam apokaliptyczne wizje czy to wszyscy pozostali są ślepi, ale coraz częściej zauważam destruktywny wpływ mediów i popkultury na nasze społeczeństwo. Miałem nie pisać o subkulturach, ale nie da się tego uniknąć. Coraz częściej podziały na różne grupy przechodzą o wiele dalej niż powinny, do życia „dorosłego”, zawodowego. A najgorsze jest, że to właśnie nam przyjdzie wkroczyć w pierwszą, widoczną fazę tej „niewidocznej wojny”. Zauważcie proszę, że kiedyś patrzyło się na to, kim jest człowiek z urodzenia, czy jest Polakiem czy Niemcem, czy jest bogaty czy biedny. Teraz, dzięki postępującej globalizacji, schodzi to na coraz dalszy plan (choć nie oszukujmy się, dalej często ma ogromne znaczenie). Tak więc, skoro coś ustępuje miejsca, inna rzecz musi wejść na jej miejsce. Dlaczego nie miałyby to być takie podziały, jakie staram się tu naświetlić? Podziały na tle subkulturowym?
Pytanie to na razie pozostawiam otwartym, ale nie raz jeszcze poruszę ten temat. Na koniec, ostatnia kwestia, powiązana z moim wywodem. Zaprezentuje wam dowcip, który przeczytałem w pewnej darmowej gazecie. Jest śmieszny, ale i prawdziwy do bólu, niestety.
Na ogłoszenie o pracę przyszły aplikacje od doktora ekonomii, menadżera po MBA i sprzedawcy, który biegle włada pięcioma językami.
Kto dostał pracę?
Szwagier.

Bez komentarza.

Jarosław -SaH- Gopek


Komentarze
Jedna Odpowiedź do “Przyszłość…i co?”
  1. -SaH- pisze:

    Brody dalej nie zgoliłem, czasem przystrzygłem :)

    (ależ bym ten tekst teraz zredagował, połowa do wywalenia :D)

Dodaj własny komentarz