Dziś rytm świąt wyznaczają media i wielkie centra handlowe. Doskonale widać to zwłaszcza na przełomie listopada i grudnia, kiedy to zaczynamy być karmieni bożonarodzeniowymi reklamami i dekoracjami wyglądającymi zza sklepowych wystaw. Może gdyby nie Święto zmarłych listopad byłby początkiem zakupowego szału, jaki ogarnia m. in. Stany Zjednoczone. Tam sezon zakupów (tych świątecznych oczywiście) zaczyna się wraz z tzw. „czarnym piątkiem”, który przypada na 27 listopada. Jest to szczególny dzień. Rabaty i obniżki cen sięgają nawet 70%, co rzecz jasna przekłada się na frekwencję w sklepach. Jak łatwo się domyśleć najbardziej wytrwali czekają na otwarcie salonów nawet po kilka godzin, a długo oczekiwane otwarcie wiąże się z licznymi obrażeniami ciała (i umysłu J). Hitem tegorocznego „Czarnego Piątku” były laptopy po 200 dolarów i 32-calowe telewizory LCD za 250 dolarów. Niektórzy szczęściarze dostają w pracy dzień wolny, no bo przecież to już taka mała tradycja, a tradycję należy pielęgnować. Mimo wielkich nadziei sprzedawców, kryzys finansowy, który w USA był szczególnie odczuwany, powściągnął nieco zakupowe apetyty Amerykanów. Według wstępnych danych wydali oni w miniony weekend trochę ponad 10 mld dolarów, co zdaniem ekspertów nie jest dobrą wróżbą na tegoroczny świąteczny sezon. Warto wspomnieć o pochodzeniu określenia „czarny piątek”. Najprawdopodobniej powstał w latach 60. XX wieku w Filadelfii, która tego dnia została sparaliżowana przez goniących na zakupy mieszkańców.
U nas przedświąteczne zakupowe szaleństwo nie przybiera (jeszcze?) aż takich rozmiarów. Wydaje się jednak, że jesteśmy na dobrej drodze. Święta, a szczególnie Boże Narodzenie, dawno straciły swój religijny wymiar. Kultura popularna przejęła symbolikę związaną ze świętami, z ich przeżywaniem i wszystkim, co kojarzy się przeciętnemu Kowalskiemu z tym szczególnym okresem. Zostało to wrzucone do jednego reklamowego rondla i przyrządzone lekkostrawnie i strojnie, tak aby każdy kto usłyszy lub zobaczy tak przyrządzoną reklamę od razu biegł na zakupy. „Spece” od reklamy sięgają już w zasadzie po wszystko. Powszechnym bohaterem świątecznych reklam jest Święty Mikołaj, postać mająca coraz mniej ze świętego. Skąpo odziane śnieżynki, wesołe elfy, renifery to już też standard. W tym roku jednak sporym zaskoczeniem okazała się radiowa reklama pewnego znanego portalu sprzedażowego, w której pomysłowi copywriterzy wykorzystali kolędę – dodajmy nie piosenkę świąteczną, ale kolędę powszechnie znaną, z typowo religijnym tekstem. Oczywiście treść religijna została umiejętnie zamieniona na taką, która zachęcała wszystkich do robienia zakupów na owym portalu. Jednak melodia i zasadnicza treść pozostały nie zmienione – powstała hybryda kolędowo – reklamowa. Jeśli mowa o reklamie „świątecznej”, nie można nie wspomnieć o słynnej i już chyba kultowej, reklamie Coca – Coli. Śnieżny krajobraz, świątecznie ustrojone domy, no i ta jedyna, niepowtarzalna bożonarodzeniowa ciężarówka wioząca prezenty. Do tego muzyka z charakterystycznym hasłem: „Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta!”. Dla wielu pojawienie się tej reklamy oznacza początek okresu świątecznego. Dla mnie takim początkiem jest, też kultowa piosenka nieistniejącego już zespołu Wham! „Last Christmas”. W tym roku jeszcze jej nie słyszałam, więc sezon świąteczny jeszcze nie rozpoczęty J.
Ale nie ma co ukrywać – chyba wszyscy lubimy ten „przedświąteczny nastrój”. To on tworzy teraz atmosferę Świąt. Jak zauważa dr Małgorzata Lisowska-Magdziarz, teoretyk kultury i medioznawca z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ – „Kultura konsumpcyjna dokonała znamiennego przesunięcia akcentów. Święto jeszcze w życiu społeczeństw przed konsumpcyjnych zawsze wiązało się z obfitością dóbr, zanikiem ograniczeń. Konsumpcja natomiast uczyniła z nadmiaru istotę Świąt. To nieprawda, że sacrum zniknęło. Nie ma takiej możliwości, by kiedykolwiek przestało być ludziom potrzebne. Zawsze było sprawą społeczną, a dziś dotyczy rytuałów osobistych, sprywatyzowało się. Społeczne stało się natomiast konsumowanie”(Tygodnik Powszechny, Do sklepów, hej pasterze, Michał Kuźmiński, Przemysław Wilczyński, nr 49/2009).
