Utopia? | Kontekst

Utopia?

Każdy z nas słysząc pojęcie „utopia” wyobraża sobie coś innego. Dla mnie miejscem utopijnym byłby świat bez przeuroczej sąsiadki, pani M., która co większe natężenie dźwięku postanawia zakomunikować, jaki ma stosunek do hałasu. I oczywiście bez sąsiada, co upodobał sobie akurat te miejsce do parkowania, które ja, własnymi rękoma i własną łopatą, odśnieżałam w znoju pracy na zimnie. Zawsze byłoby tam słońce, rok dzieliłby się tylko na wiosnę i lato, ludzie mijaliby się ze soba z uśmiechem na twarzy, a zamiast ulicznego zgiełku rozbrzmiewałyby dynamiczne dźwięki Smooth Jazzu.

Pojęcie „utopia” jest dla nas – przeciętnych, mocno stąpających po Matce Ziemi ludzi – dość odległym tematem, snującym się nieśmiało po głowie w chwilach zadumy i relaksu. Jednak już w starożytności myślano, jak stworzyć idealne miejsce dla życia społecznego. Pierwszym znanym pomysłodawcą był Platon, który stworzył własną wizję Państwa. Nie były to ostatnie podrygi iluzorycznych wizji idealnego miejsca. W latach rozkwitu ruchu Hippie, zrodziły się kontrkultury buntujące się przeciwko „Systemowi”. I tak np. na początku lat `60 powstało „Magiczne Miasto” w San Francisco, a w Amsterdamie w roku 1970 „Państwo Pomarańczowe”. Jednak żadne z nich nie przetrwało długo, głównie ze względu na kruchość idei i determinację policji.

Zdając sobie sprawę z realiów życia w okresie głęboko postępującego konsumpcjonizmu, moglibyśmy stwierdzić, że powstanie odrębnego miejsca, bez typowych niepisanych zasad „zarobić, kupić, pokazać” w rozwijającej się cywilizacji Europy i USA jest nierealne. Okazuje się jednak, że ludzie, jeśli w coś mocno wierzą i dążą do realizacji swoich planów, potrafią osiągać swoje cele.

W Danii ruch hippisowski zagospodarował teren pozostawiony przez wojsko i zaczął tworzyć miejsce bez twardych narkotyków, aut i broni, gdzie każdy jest sobie równy. Nie ma prestiżu i walki o „stołek”. Nie ma stałych stanowisk pracy, mieszkańcy wymieniają się obowiązkami. Nikt nigdzie się nie spieszy, bo nie musi zarabiać pieniędzy. Każdy robi to, na co ma ochotę – czas jest jego własnością. Miejsce to nazywa się Christiania i jest wyjątkowym tworem ludzkich pragnień i buntu. Każdy mieszkaniec żyje tam z własnej woli, na zasadach, które starają się pogodzić społeczny ład z indywidulanymi potrzebami każdego członka komuny.

Los Christianii był wielokrotnie zagrożony. Rząd nie chciał zgodzić się na jej odrębność. Mieszkańcy „Wolnego Miasta” nie płacili podatków, w dodatku uważali za legalne miękkie narkotyki, co w Danii było zabronione. „Christiania przetrwała wrogość rządu duńskego, nieprzychylność opinii publicznej, nagonki prasowe i brutalne akcje policji. Ale ‘zgoda’ z Kopenhagą, która przyniosła uspokojenie sytuacji, jest jednocześnie zagrożeniem dla wspólnoty. Grozi jej to, co między innymi zabiło amerykańskie komuny hippies: komercjalizacja”. [1]

Christiania jest miejscem, które udowadnia nam, że tak naprawdę nie ma rzeczy niemożliwych, a ów krwiożerczy „System”, z którym walczą hippisi można odseparować od swojego życia. „System”, który narzucają nam wielkie korporacje, globalizacja i konsumpcjonizm zapomina całkowicie o wewnętrzym, naturalnym pragnieniu wolności, które drzemie w każdym z nas.

Nasuwa mi się myśl, że zostałam pożarta przez „System”, bo wykreował on we mnie pragnienia sukcesu, dążenia do celu. Chcę być lepsza, mądrzejsza i coraz wyżej. Wydaje mi się (pewnie przez młody wiek, bo później „System” ostudza ten zapał), że świat stoi przede mną otworem i mogę osiągnąć wszystko co zechcę, dzięki młodzieńczemu zapałowi do walki. Satysfakcja z osiągania dobrze wyznaczonych sobie celów jest nieopisaną wartością, czemu więc z niej rezygnować na rzecz życia w świecie bez statusu społecznego? Przecież to dążenie do bycia coraz lepszym nakręca całą machinę świata. Dążenie do zajmowania coraz to wyższych stanowisk pozwala ludziom rozwijać się, a w konsekwencji rozwija się otoczenie wokół nich. Oczywiście pamiętam też o „wyścigu szczurów” i „po trupach do celu” czyli frazeologizmach opisujących szarą rzeczywistoś, która oślepia ludzi pazernych i chciwych.

Nie ma idealnej rzeczywistości, czy to w Christianii czy w świecie „Systemu”, zawsze dojdzie do tego, że człowiek znajdzie jakieś „ale” do stanu obecnego. Gdyby umieścić ludzi w idealnym świecie z bajki pewnie i tak znalazłby się jakiś powód do tego, by marzyć o tym by było lepiej, inaczej.

Najcenniejsze jest jednak to, że ludzie potrafią stworzyć świat alternatywny, nie szkodząc przy tym nikomu, lub żyjąc jako trybik machiny konsumpcyjnej nie zatracać się w niej, stanąć obok materialnej rzeczywistości i pojednać się z własnymi potrzebami naturalnej indywidualności.

Najważniejsze by pamiętać o tym, że jest się człowiekiem, a nie częścią pewnych mechanizmów.

Żaneta Radomańska

[1] H. Cyrzan, „O potrzebie utopii”


Dodaj własny komentarz