Idziesz na ciocine imieniny, masz kaca, boli Cię ząb? Weź pigułkę, a dzięki temu bezkarnie będziesz mógł opychać swoje trzewia tłustymi gołąbkami czy bez żadnych konsekwencji uraczyć swój organizm hektolitrami procentów. Era chemicznych ludzi, nafaszerowanych “lekami na wszystko” zaczyna mnie przerażać. Skutki przyjmowania farmaceutyków to nie tylko poszatkowane wątroby, ale i … naganne nawyki, które każą nam iść na łatwiznę, zamiast o siebie zadbać.
Monotonnie i niemalże na każdym kroku widziane lub słyszane hasło “przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą”, nudzi się większości z nas i przepada w próżni, obijając się bez echa. Reklamy leków są coraz częstsze i coraz bardziej… niebezpieczne. Dlatego też z wielką chęcią uzupełniłabym ów ustawowy tekst na obowiązkowe epitafium na nagrobkach: “przed modlitwą zapoznaj się z treścią wszystkich ulotek leków używanych przez nieboszczyka bądź skonsultuj się ze swoim Aniołem Stróżem lub przyszłym grabarzem”. I mówię tu jak najbardziej bez cienia uśmiechu na twarzy.
Paranoiczno – lekomański świat
Okrągło – owalne, czasem płynne, sproszkowane, żelowe czy kremowe szaleństwo pomoże nam na większość niedomagań. Dzięki temu będzie nam się więcej chciało i będziemy mogli więcej (cokolwiek to oznacza). Objawy chorób szybko i skutecznie można (doraźnie!) załagodzić bądź zlikwidować. Jednak takie myślenie sprawia, że niechętnie kwapimy się do szukania źródeł swoich dolegliwości. Leki tylko maskują a czasem pogłębiają poważniejsze usterki naszych organizmów. Połknięta pigułka nie tylko odwodzi nas od wizyty u lekarza, ale i zwalnia z obowiązku dbania o samych siebie.
Wstydliwy problem
Zauważ jak często firmy farmaceutyczne żerują na naszym wstydzie. Takie dolegliwości jak wzdęcia, biegunki czy zaburzenia erekcji najlepiej rozwiązać wśród czterech ścian. Tylko Ty, szklanka wody i Wybawca Piguła. Producenci leków nie martwią się, że nasze problemy to również głęboko ukryte tło psychiczne i/lub fizyczne. Umywają ręce przed niepożądanymi skutkami dzięki użyciu zdania “przed użyciem…”. A któż się nim przejmuje, jeśli reklamowany specyfik jest skuteczny? Tego typu hasło to przysłowiowy groch rzucany o ścianę, niczym napis na opakowaniu papierosów.
Stosowanie medykamentów bez wskazań lekarza to istotny problem naszej lekomańskiej ery. Takie działanie jest mniej lub bardziej nieświadomym samobójstwem, do którego notabene zachęcają nas koncerny farmaceutyczne. Mimo, że jesteśmy młodzi, ciągle narażeni jesteśmy na stresy*. Nasz skromny (ale jakże piękny) wiek domaga się także szybkości, spontaniczności i zabawy. Chyba czas właśnie teraz myśleć o naszym zdrowiu w tym całym zawirowaniu i niepokojach. Zamiast łykać leki “na wszystko” (czyli w gruncie rzeczy na nic i po nic), pomyślmy, jak rozsądnie reagować na różne objawy lub jak w ogóle do nich nie dopuścić.
*Jeśli myślisz, że jesteś luzakiem, obcy jest Ci stres i nic Ci nie dolega, należysz do wybrańców losu (dlatego też prosimy Ciebie o kontakt z Redakcją; powiedz nam, jak to robisz, a opiszemy Twój przypadek z pasją godną wielkich odkrywców).
Aleksandra CZUBKO
