Ethos studenta | Kontekst

Ethos studenta – głos w dyskusji Przeglądu Uniwersyteckiego

Max Scheler stwierdza:Człowiek, jeśli chce być „wykształcony”, musi, chociaż raz w życiu zatracić się w czymś całościowym i autentycznym, wolnym i szlachetnym. /… / Takiego wzoru nie „wybiera się”. Jest się przezeń owładniętym, gdy nas wzywa do siebie i pociąga, niedostrzegalnie przygarniając do swej piersi.[1]
Dlaczego uważam, że „etos studenta” zanika w środowisku akademickim, a jeśli nie zanika, to ulega zdecydowanym zmianom? Często możemy przeczytać o niepokojących zjawiskach, jakie występować zaczynają na każdej uczelni. Studentów przestaje interesować życie uczelni i nie identyfikują się z nią. Coraz częściej zaobserwować można brak poczucia przynależności do grupy, której członkowie nie są ze sobą zżyci tak jak dawniej. Z biegiem kolejnych lat coraz bardziej się rozluźniają się także więzy łączące studenta z wydziałem.

Odpowiedzią na pytanie, dlaczego tak się dzieje może być zwiększająca się liczba studiujących. Dawniej „rok” liczył 30 osób, teraz tyle liczy jedna grupa ćwiczeniowa. W konsekwencji studenci: mają poczucie rozproszenia, nie wchodzą w głębokie relacje, są indywidualnymi jednostkami szukającymi swojego miejsc w tłumie podobnych do siebie.

Sytuację determinuje także potrzeba rywalizacji pomiędzy młodymi ludźmi, która przeradza się w wojnę nie tylko o oceny, znajomości, ale o bardziej o osiągnięcie dalekowzrocznych celów, jakimi są praca i kariera zawodowa. Młodzi studiują po dwa kierunki, wyjeżdżają na zagraniczne stypendia. To wszystko ma im zapewnić lepszą pozycję na rynku pracy, a w efekcie wyższy szczebel w drabinie społecznej.

Dawniej kończący studia absolwent nie bardzo wiedział, „co ze sobą zrobić”, gdzie szukać pracy i jakiej. Teraz młodzież ma już tego świadomość znacznie wcześniej. Często jeszcze w szkole średniej musi ustalić ścieżkę kariery. Dlatego też przyjmuje się coraz częściej wizje uczelni, jako przedsiębiorstwa, które powinno być rządzone prawami runku i oferować swoim klientom – studentom konkretne usługi, dające konkretne efekty, gdzie zapomina się o relacjach międzyludzkich.

W tym miejscu chciałabym zacytować Maxa Webera: Wśród młodych ludzi bardzo rozpowszechnione jest dzisiaj mniemanie, że nauka stała się zadaniem rachunkowym, czymś, co niczym w „jakiejś fabryce” produkowane jest przez zimny intelekt w laboratoriach czy statystycznych kartotekach, a nie tworzone całą „duszą”[2].

Chciałabym także zauważyć, że studiowanie nie jest przymusem ani przykrym obowiązkiem. Po ukończeniu szkoły średniej każdy młody człowiek ma prawo – nie obowiązek studiowania. Droga od zdania egzaminu maturalnego, aż do uzyskania dyplomu jest pracochłonna, bo przecież nikt nie mówi: „że będzie łatwo”, „bezproblemowo”. Dlaczego więc student często zachowuje się, jakby był zmuszany do pobierania nauki i narzeka na wszystko: począwszy od warunków panujących na uczelni, plan zajęć, poprzez poziom kształcenia, aż po ilość materiału, który należy przyswoić na egzamin. A czy nie powinno być tak, że student powinien dokładać sił, aby jego praca była naprawdę owocna i przyjemna? Powinien szukać poczucia, że jest się w gronie wybranych z wielu, że powinni się ciągle rozwijać, czerpać ze słów autorytetów oraz dążyć do jak najlepszego wykorzystania okresu nauki uniwersyteckiej.

„Winę” można oczywiście zrzucić na „nową maturę”. Młode pokolenie w okresie swojego największego „uduchowienia” uczone jest schematów postępowania, schematów rozwiązań. Kreatywne myślenie i nieszablonowość są nie na miejscu, bycie kreatywnym na egzaminie maturalnym może skończyć się „nietrafieniem w klucz” i katastrofą. Nauczeni postępowania według wzoru – trafiają na uczelnie. I wówczas następuje kolejne zetknięcie z brutalna rzeczywistością.

Studencki sami nie wiedzą, czego chcą się uczyć. Nie wiedzą, kto jest mistrzem w interesującej ich dyscyplinie naukowej. Nie posiadają wiedzy i umiejętności umożliwiających porozumienie się, czy budowania relacji z mistrzem.

Student polskiej uczelni zanim zacznie „realne studia” i odnajdzie się w akademickiej rzeczywistości wie, co najwyżej, że chce uczyć się na prawie, wydziale mechanicznym, medycynie itd., że chce zostać pilotem, księgowym… W gruncie rzeczy ma jednak bardzo mgliste pojęcie o istocie wybranych przez siebie dziedzin wiedzy oraz perspektywach zawodowych. Nie potrafi rozróżniać treści istotnych od błahych i zupełnie zbędnych. Jest całkowicie nieprzygotowany do realizacji czekających go zadań.

I końcowa kwestia – kultury studenckiej. Często powtarzana jest opinia, iż studia to najpiękniejszy okres w życiu młodego człowieka. To nie tylko czas pierwszych ważnych decyzji kształtujących w dużym stopniu naszą przyszłość.

To także dla pewnej części braci studenckie to także okres beztroski, okres zabawy. Młodzi ludzie z niecierpliwością wyczekują momentu, gdy będą mogli zakosztować takiego życia. Czy jednak jest się do czego spieszyć? Czy dzisiaj, w dobie kryzysu, realia studenckiego życia rzeczywiście są tak wspaniałe? Grzegorz Nowak twierdzi: Uniwersytety, kształcące profesjonalistów i naukowców, wypuszczają ich poza swoje mury jako kulturowych barbarzyńców. Kształcenie profesjonalne pozbawione przekazu kulturowego tworzy ludzi o niepełnych osobowościach, bez klarownego systemu wartości[3]

Moim zdaniem, kultura studencka zanika, bo kultura dzisiejszych studentów to kultura pop czy techno. Obserwując życie studentów od pięciu lat – wydaje mi się, że niewielu zostało społeczników czy aktywistów kulturalnych. Kultura studencka trafiła na margines. Teraz liczy się to, co dobrze będzie wyglądało w cv, czyli członkostwo w kole naukowym, czy poszerzenie wiedzy lub zapunktowanie u wykładowcy obecnością na wykładzie otwartym, a nie realny rozwój własnej osobowości. Studenckie życie? Co to jest? Czy chodzi o wspólne wyprawy na piwo? A studenckie kluby? To te z najlepszą muzyką do tańczenia? A przecież studenckie życie pojmowane powinno być jako aktywność, która łączy ludzi w grupę, a kluby studenckie to nie lokale, ale miejsca spotkań i rozmów. Czy zatem można określić współczesnych studentów jako generację nic?

Nie jest to do końca trafne określenie – tworzą oni swoją kulturę – może bardziej opartą na kulturze masowej, znacznie różniącą się od tej, którą chcielibyśmy widzieć, czy tej, którą znamy z przeszłości – która wyrażała ducha awangardy – ale opartą na odmiennej hierarchii wartości.

[1] http://gu.us.edu.pl/node/194851

[2] Weber, Max, 1998, Polityka jako zawód i powołanie, Kraków: Znak. http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article259

[3] Nowak, Grzegorz, 1998, O misji uniwersytetu, „Forum Akademickie”, nr 3, (wersja elektroniczna: http://www.forumakad.pl/archiwum/98/3/artykuly/10-zyce_akad. htm) Readings, Bill, 2002, Zmierzch uniwersytetu?, „Res Publica Nowa”, nr 11.

http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article259


Dodaj własny komentarz